Spowiedź terrorysty

- Na początek może powiesz kilka słów o sobie?


- Moje dane osobowe takie jak PESEL, NIP, nazwisko, data urodzenia, stan cywilny czy miejsce zameldowania pominę z wiadomych przyczyn. W rozmowie zemną możesz mówić mi "Kamikadze". Zresztą nazywaj mnie jak chcesz. Mam obywatelstwo polskie. Jestem Polakiem. Badając swoje drzewo genealogiczne do pięciu pokoleń wstecz nie dopatrzyłem się u moich przodków krwi innej niż polska. Jeśli interesuje cię moja przynależność wyznaniowo-religijna, to powiem ci, że pochodzę z rodziny katolickiej, byłem chrzczony i bierzmowany, jednak już we wczesnej młodości popadłem w skrajny ateizm. Nie wierzę w nic, ani w nikogo. Nie mam także nic wspólnego z islamem, mimo tego, że organizacja, która mnie zwerbowała ma na celu doprowadzić do panowania nad światem ludności będącej wyznawcami Allacha.


- W jaki sposób uzyskałeś dojście do takiej organizacji?


- To długa historia. Przez długie lata borykałem się z bezrobociem. Podejmowałem rozmaite prace sezonowe "na czarno". W końcu zająłem się przemytem papierosów i spirytusu zza wschodniej granicy. Początkowo jedynie w celu zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych. Z czasem działalność ta zmieniła się w ideę. Byłem dumny z tego, że miałem możliwość okradać skarb państwa, które znienawidziłem, mimo że jestem jego obywatelem. Po kilku latach pracowania jako "mrówka" zająłem się czymś poważniejszym, mianowicie przemytem ludzi przez granicę. Nawet nie masz pojęcia jak wymyślne kanały przerzutowe istnieją zarówno na granicy ze wschodem, jak i z zachodem, na której również trochę operowałem. Moi klienci to głównie ludność Kaukaska, ale także Afgańcy, Chińczycy, mieszkańcy Korei Północnej. Wiadomo, wszędzie gdzie panuje głód i powszechne łamanie praw człowieka, ludność masowo ucieka w poszukiwaniu lepszego życia. Oczywiście stawki jakie płacili moim pośrednikom nie należały do najmniejszych. Wysoka jest cena jaką trzeba zapłacić za wolność. Wśród uchodźców byli także terroryści z całego świata, pragnący przedostać się na obszar wroga. Tak więc od słowa do słowa dogadałem się z kim trzeba. Dla nich ludzie tacy jak ja mają kluczowe znaczenie. Śniadolicy terrorysta ma dzisiaj bardzo utrudnione zadanie, gdyż na każdym kroku wzbudza podejrzenia. Natomiast biały Amerykanin, Polak czy Anglik, który od urodzenia mieszka w swym kraju ma niemal nieograniczone możliwości. A zapewniam cię, że organizacja do której należę ma w swoich szeregach więcej ludzi takich jak ja. Tylko, że tamci to na ogół szpiedzy penetrujący teren, ewentualnie magazynierzy broni i ładunków wybuchowych. A ja jestem terrorystą należącym do najgroźniejszych. Jestem Kamikadze. Jestem desperatem.


- Jesteś gotów poświęcić własne życie? W imię czego? Przecież wspomniałeś, że nie jesteś fanatykiem religijnym. Nie wierzysz w to, że taki czyn gwarantowałby ci wieczne szczęście w życiu po śmierci.


- Ludzie, którzy decydują o życiu przeciętnego obywatela, naprawdę potrafią doprowadzić do tego, że temu obywatelowi życie zbrzydnie po całości. I mi także życie brzydło z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, aż w końcu całkowicie straciło sens. I wtedy pomyślałem sobie: "Skoro mam dość życia, skoro jestem gotów na wszystko, mogę przecież zabijając siebie, zabić także wiele innych osób. I mogą to być te osoby, które nienawidzę". Akcja, którą przeprowadzę doprowadzi do tego, że spadnie kilka łbów znienawidzonych przez lwią część społeczeństwa. Co prawda zginie przy tym wielu niewinnych. Ale cóż, żaden plan nie jest doskonały.


- To prawda. Żaden. Jednak analizując ostatni akt terroru w Biesłanie, można dojść do wniosku, że był to plan wyjątkowo niedoskonały i bezsensowny. No bo co zawiniły niewinne dzieci?


- A co Rosjanom zawiniły dzieci czeczeńskie, nagminnie mordowane przez wojsko i służby specjalne? Rozpatrując jakikolwiek spór należy brać pod uwagę racje wszystkich stron biorących udział w konflikcie. Sytuacja na Kaukazie wygląda na tyle dramatycznie, że wcale nie dziwię się organizatorom jatki w Biesłanie. Czasami o niepodległość można walczyć tylko w tak podstępny sposób.


- Jaka jest twoja opinia o udziale wojsk polskich w Iraku?


- Powiem ci, że nieomal wyprowadziłeś mnie z równowagi tym pytaniem. Musiałbym użyć wielu niecenzuralnych słów, którzy o udziale tym zadecydowali. Nasz rząd zachowuje się jak banda uległych pederastów gotowych spełnić każdy kaprys swego pana. A panem ich jest bubek zamieszkujący Biały Dom, który uważa się za Boga, albo nawet kogoś postawionego jeszcze wyżej. Nieudolna próba doprowadzenia do stabilizacji w Iraku jest kolejną prowokacją pana Busha. To może zakończyć się III wojną światową, o wiele dramatyczniejszą niż dwie poprzednie!


- Ujawnisz jakieś szczegóły planowanej akcji?


- Nie ujawnię. Powiem tylko jedno: "Jeżeli wasze sumienia nie są nieskazitelnie czyste, liczcie się z każdą ewentualnością!" Gdybym był jakimś fanatykiem religijnym dodałbym jeszcze coś o karze boskiej. Ale jak już wspomniałem, jestem niewierzący.


- Z tego co wywnioskowałem z twoich wypowiedzi, ów dywersyjny plan przeprowadzony będzie na terytorium Polski. Nie uważasz się za zdrajcę?


- Nie. A kogo niby zdradzę? Ojczyznę? Przecież ojczyzny już dawno nie ma. Być może istnieje coś takiego jak patriotyzm, ale tylko w sercach naszych pradziadów, weteranów okupacji. Tylko że jest to pokolenie wymierające, więc tak zwana "miłość do ojczyzny" niebawem umrze śmiercią naturalną tak jak oni. Ówczesna Polska jest marionetką w rękach obcych mocarstw.


- To może powiesz, że swą misją wybawisz Polskę od upadku?


- Byłbym naiwny, gdybym wierzył w to, że skazując siebie na śmierć wybawię w ten sposób kogokolwiek. Na miejscu poległych podczas mojej akcji szybko pojawią się następcy. Polski już nie sposób uratować. Jedyne, co mogę zrobić, to pokazać, że zawsze znajdzie się ktoś, kto potrafi ostro zareagować na wszechobecny wyzysk i niesprawiedliwość. A ten ktoś może uderzyć jak "grom z jasnego nieba" - niespodziewanie i skutecznie.


- Terroryści są wśród nas... Dziękuje za szczerą rozmowę i pozwolę słowa twe pozostawić bez komentarza. Komentować je będą ludzie, których treść twojego wyznania dotyczy.

Powrót